Podróże z dziećmi to wyzwanie dla ich opiekunów. Pierwszą taką próbę podjęliśmy w wakacje. Wtedy to wybraliśmy się z Dziećmi na krótki urlop samochodem. Towarzyszył nam pies. Mieliśmy do przejechania 350 km w jedną stronę, a zajęło nam to 5, 5 godziny z dwoma postojami. Dzieci w drodze były rewelacyjne. Dlatego gdy mąż rzucił hasło o wyprawie pociągiem pomysł spodobał mi się od razu. Choć przyznam, że miałam pewne obawy. Zastanawiałam się jak Chłopaki zniosą podróż, czy nie będzie problemu z wejściem do i wyjściem z pociągu. Wszystkie się jednak rozwiały, gdy znaleźliśmy się na peronie. A było tak:

W minionym tygodniu w przedszkolu nic szczególnego się nie działo. Mijał dzień za dniem. Dlatego postanowiliśmy urozmajcić Dzieciom życie. Tata odebrał, nota bene nieszczęśliwego, Kubę z przedszkola przed spaniem. W tym czasie ja nakarmiłam Kacpra i spakowałam plecak. Mąż śmiał się, że biorę rzeczy jakbyśmy na tydzień jechali, ale jak inaczej z małymi Dziećmi. Przebrałam Chłopaków i pojechaliśmy na dworzec. Po chwili oczekiwania na peronie wsiedliśmy do pociągu. Jakaś pani poinformowała nas, że na początku składu jest wagon bezprzedziałowy. Przeszliśmy więc naprzód. Faktycznie miejsca było dużo. Kacper bez problemu siedział w swoim wózku. Kubuś natomiast miał raj. Biegał swobodnie po przedziale. Co chwila zmieniał miejscówkę. Podnosił i opuszczał składane siedzenia. Dużo wyglądał przez okno. Zaglądał też z Tatą do lokomotywy i obserwował pracę maszynisty. Kacper siedział grzecznie, a nawet zapadł w sen. Drzemka trwała dość długą chwile. Gdy dotarliśmy do celu czekała na nas moja Siostra, która zaraz pobiegła na jakieś swoje spotkanie. Ruszyliśmy więc sami na krakowski Rynek. Po drodze minęliśmy kiermasz i lodowisko przed dworcem. Przeszliśmy przez świątecznie ozdobioną ulice Floriańską. Widzieliśmy choinki na Rynku oraz konie z powozami. Kubusiowi bardzo się podobało, Kacper też był zachwycony. Jako dodatkową atrakcje wstąpiliśmy do “złotego M” na kurczaki. Po czym udaliśmy się na rodzinne spotkanie. Przyszli na nie: moja Siostra z Narzeczonym, Kuzynka i Ciocia. Spędziliśmy z nimi miłych kilka chwil. Po czym wróciliśmy na dworzec by wsiąść do powrotnego pociągu. Tym razem od razu zajęliśmy wagon bezprzedziałowy. W pociągu było więcej ludzi. Skład był stary i szarpało nim przy starcie i hamowaniu, ale Chłopcy bawili się dobrze. Kuba biegał. W czasie przerwy na wymianę lokomotywy w Płaszowie wysiadł z Tatą na tamtejszy peron. Gdy ruszyliśmy z Kalwarii Zebrzydowskiej Tata podniósł Go do okna. Spędził w nim, z krótkimi przerwami, czas aż do Andrychowa. Jedynie pracy maszynisty nie można było podziwiać, bo drzwi do lokomotywy były zamknięte. Kacper znów siedział bardzo grzecznie. Coś zjadł, trochę soczku wypił, powygłupiał się z Kubą. Tym razem nawet oka nie zmrużył. Po opuszczeniu pociągu czekaliśmy aż ruszy on w dalszą drogę do Bielska. Kubuś pomachał maszyniście, który odwdzięczył Mu się tym samym. Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale szczęśliwi. Chłopcy szybko padli. Od piątku bajka “Stacyjkowo” i opowieść o “Tomku i przyjaciołach” nabrały innego znaczenia. Wyjazd był spontaniczny, spotkanie rodzinne miało wariackie tempo, bo w samym Krakowie mieliśmy 3 godziny czasu między pociągami. Jednak nie żałujemy. Moje obawy były bezzasadne. Warto podejmować takie wyzwania. Zwiedzać nowe i odwiedzać stare miejsca, pokazywać Dzieciom świat. Ko jak nie my?. Kiedy jak nie teraz?. To co zostaje nam z dzieciństwa, procentuje w dorosłym życiu, czyż nie?!