poniedziałek, 16 majaNews That Matters
Shadow

Kocham dzieci, ale …

… własne. Mimo iż zanim na świecie pojawił się Kubuś trzykrotnie poroniłam, to nigdy nie miałam potrzeby zachwycania się cudzymi pociechami. Instynkt macierzyński to jedno, a potrzeba zaglądania do obcego wózka to coś zupełnie innego. Wokół rodziły się dzieci. Koleżanki przechodziły na urlopy macierzyńskie. Potem korzystały lub nie możliwości dłuższego pozostania w domu z potomkiem/potomstwem. Koledzy z beztroskich podlotków stawali się poważnymi, zatroskanymi tatusiami. Mnie jednak zmiany w ich życiu niewiele obchodziły. Nie to, żebym nigdy nie spytała jak się latorość chowa. Nie to, żebym unikała spotkań, spacerów czy kontaktów z dzieciatymi znajomymi. Po postu oni mieli swój świat, swoje obowiązki i przyjemności, a ja swoje życie. Nawet wtedy, gdy już nie byłam singielką. Nie miewam marzeń. Wyznaczam sobie cele do których uparcie dążę. Narodziny Kubusia były spełnieniem mojego ukrytego pragnienia, a przyjście na świat Kacpra jego dopełnieniem. Chłopaki są dla mnie wszystkim. Choć przy Ich wychowywaniu staram się zachować zdrowy rozsądek. Czasem być ostra i wymagająca żeby po chwili być mamą od pieszczot, zabaw i wygłupów. Chcę żeby moi Synowie byli szczęśliwi niezależne od tego jak potoczy się życie, ale też żeby mieli poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że zawsze i w każdej sytuacji będę dla Nich ostoją, bezpieczną przystanią. Jednak fakt zostania matką, nawet dubeltową nie zmienił mojego stosunku do cudzych dzieci. Fajnie, że są. Miło, że dobrze się chowają. Źle jak chorują. Ale to wszystko. Nie przyprawia mnie o dreszcze wiadomość, że Kamil już czyta, Tymek dobrze czuje się w przedszkolu, ale rozrabia, Benio stłukł głowę, a Dawid ma nawracające problemy z uszami. Nie czuję się za to winna. Nie oczekuję też od znajomych jakiegoś wielkiego zachwytu nad moimi Dziećmi. Chłopaki są fajne i miło jak się komuś podobają, ale rozumiem, że znajomym ich własne pociechy wydają się fajniejsze. Moje lekkie otwarcie na inne, zwłaszcza obce dzieci nastąpiło gdy zaczęłam bywać w przedszkolu do którego chodzi Kuba. Tam co krok spotykam się z sytuacją, że jakieś dziecko chce mi coś pokazać, spytać mnie o coś, coś mi opowiedzieć, pochwalić się czymś lub podzielić radością bądź smutkiem. Zaczęłam się otwierać na potrzeby tych młodych ludzi. Angażować w ich przeżycia, sukcesy i porażki. Staram się być autentyczna w tym co robię i myślę, że coraz lepiej mi to wychodzi. Dzieci szybko wyłapują każdy fałsz w naszym zachowaniu czy wypowiedzi i bardzo łatwo je zranić. Nie chcę by inni ranili moich Synów, więc ja staram się nie ranić ich dzieciaczków. Nadal strofuję swoich Chłopaków i staram się od Nich dużo wymagać dając Im za to ogrom miłości którą mam w sercu. Bez Nich moje życie byłoby puste.

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *