Kubuś nie ma jeszcze 3 lat. Urodził się na wiosnę. Od przyjścia na świat był naszym oczkiem w głowie. Jednak od samego początku wiedziałam, że nie chcę by został jedynakiem. Mój Dziadek mawiał, że to największe kalectwo jakie może spotkać człowieka. W tym postanowieniu utwierdził mnie film: “Miasto z morza”, a raczej jego ostatnia scena w której narratorka mówi: “Tych ludzi już nie ma. Zostałam tylko ja, ten port i to miasto”. Pamiętam, że wyszłam po nim na pole z psem. Popatrzyłam na gwiazdy i pomyślałam: ” Już moja w tym głowa Kubusiu żebyś Ty nigdy nie został sam”. Tak się też stało, choć nieco wcześniej niż planowaliśmy. Kubuś już od roku jest starszym bratem i bardzo dobrze sprawdza się w tej roli, ale nie o tym chcę napisać. Pod koniec drugiej ciąży lekarz kazał mi się oszczędzać i nie dźwigać. I tak rano mama zniosła Kubę po schodach na dół, wzięła na spacer. Po nim wniosła na górę i gdzieś sobie poszła, a jak wróciła więcej Go już na ręce nie wzięła. Po kilku dniach w naszym domu pojawiła się Niania. Pani Danusia jest z nami do dziś. Te ostatnie tygodnie dały mi mocno w kość i nie mogłam zająć się Kubą tak jakbym chciała. Widziałam jak rośnie, zmienia się, ale stałam gdzieś z boku za niewidzialną szybą. Zauważyłam, że bardzo ciągnie Go do dzieci, a w naszym towarzystwie nie było Jego rówieśników. Dlatego zdecydowaliśmy, że pójdzie do przedszkola. Dostał się do placówki bardzo blisko naszego domu co jest dodatkowym ułatwieniem. Już w wakacje zaczął odwiedzać przedszkolny plac zabaw i adoptować się wśród dzieci. Zanim rozpoczął się rok szkolny miałam sporo wątpliwości czy dobrze robię. Biłam się z myślami typu, może jest za mały, może nie przyjmie się w grupie, nie da sobie rady, poczuję się odrzucony przez rodzinę, niepotrzebny nam. Wakacje się skończyły. Klamka zapadła. Kubuś przekroczył przedszkolne mury gdy miał 2,5 roku. Pobiegł tam z radością i, mimo małego kryzysu w drugim tygodniu września, nadal uwielbia tam chodzić. Nie żałuję naszej decyzji. Kuba zmienił się przez te kilka miesięcy na plus. Wydoroślał, stał się bardziej samodzielny, pewny siebie i otwarty. Każdego dnia robi coś ciekawego, dobrze czuję się w grupie, jest zaradny i posłuszny. Wiem, że ma zorganizowany ten kawałek dnia (8 godzin), jest pod dobrą opieką, bawi się, uczy, spaceruje, odpoczywa i je. Popołudniami niechętnie wraca do domu. Staram się Mu wtedy organizować czas. Chodzimy na spacery, czytamy, odwiedzamy bibliotekę, bierzemy udział w zajęciach w czytelni dla dzieci, w domu kultury, chodzimy do kina. To chwile tylko dla nas. Dzięki decyzji o wysłaniu Go do przedszkola bez wyrzutów sumienia mogę się w tym czasie zająć młodszym Synkiem. Kacper jest na etapie wszędzie wejdę, wszystko ściągnę, czasem spadnę, znów mam guza. Muszę Mu poświęcać dużo uwagi, wiecznie mieć Go na oku. Mogę to robić nie okradając Kuby z zainteresowania Jego potrzebami. Dlatego każdą mamę, która ma wątpliwości, a ma młodsze dziecko czy pracę i jak ja nie ma talentów plastycznych czy muzycznych, a ma taką możliwość, zachęcam by wysłała starszego Brzdąca do przedszkola. To naprawdę świetne miejsce dla dziecka.