Kiedy na świecie pojawił się mój maluch chciałam być dla niej jak najlepszą mamą. Zakręciła moim światem tak bardzo, że gdybym tylko mogła przychyliłabym jej nieba. Wiedziałam, że w jakiś sposób muszę zdobyć wiedzę teoretyczną, zanim jeszcze będę miała okazję sprawdzić wszystko w praktyce. Przeczytałam niezliczone ilości poradników dla przyszłych mam. Rozmawiałam z doświadczonymi rodzicami. Kilka razy nawet prosiłam o radę lekarza rodzinnego. Zabawne jest to, że ludzie tak chętnie dzielili się swoim doświadczeniem!

Niestety, gdy poukładałam sobie na kartce wszystko to czego się dowiedziałam, okazało się, że wiele z rad jest ze sobą zupełnie sprzeczna. Nawet sobie nie wyobrażacie jak zawalił mi się wtedy świat, ponieważ zdałam sobie sprawę, że nie istnieje żaden sprawdzony „przepis” na wychowanie dziecka. Co więcej rady, które otrzymałam i porady, które znalazłam w książce, były tylko zbiorem doświadczeń innej osoby, która zanim opracowała najlepszy sposób popełniła wiele błędów. Pamiętam, że w tamtym momencie zaczęłam panikować, że będę złą mamą, że popadnę w stereotypy i po urodzeniu dziecka zamienię się w kurę domową, która nie tylko nie dba o siebie ale także rezygnuje ze swojego życia zawodowego. Że wszystko poświęcę dla wychowania dziecka. Z pomocą przyszła mi wtedy moja mama, która pomogła mi opracować strategię bycia dobrą mamą dla swojego malucha.

Całe życie uciekam przed schematami, a w tym przypadku, gdyby nie moja mama, na pewno stałabym się typowa mamusią, która nie tylko zapomniała o sobie, ale także wszystko dokładnie robi tak jak napisano w książce by sprawdzić się w roli matki. Czasem nawet zmienia się siebie, by dopasować się do stereotypowej mamy. Tego najbardziej się bałam, dlatego potrzebowałam sposobu jak poradzić sobie z nową sytuacją, która za niedługo wywróci mój świat do góry nogami.

Pierwszą rzeczą, którą wtedy zrobiłam to wyobraziłam sobie siebie jako mamę. Wyobraziłam sobie co sama chciałabym otrzymać jako dziecko i co ja jako osoba dorosła mogę dziecku dać, by wychować go na zaradnego dzieciaka. Otrzymałam więc jakiś tam obraz siebie. Kolejnym krokiem było poukładanie i zapisanie na kartce rzeczy ważnych, na które należy zwrócić uwagę by nie zrobić dziecku krzywdy, w jaki sposób go brać oraz nosić i jak powinny wyglądać kąpiele. Chociaż w tym momencie moja mam zaczęła się ze mnie śmiać i powiedziała mi, że podczas tych wszystkich czynności i tak będę działała instynktownie. Zapisałam też na kartce po ilu miesiącach mogę zacząć podawać jej inne potrawy niż mleko oraz kiedy należy zacząć podawać dziecku butelki o ile w ogóle zajdzie taka potrzeba. Poszukałam informacji o zabawach z maluszkiem, ale tak naprawdę nie znalazłam nic ciekawego. Więc w tym miejscu postawiłam na swoją własną kreatywność i stwierdziłam, że gdy pojawi się na świecie na pewno nie będziemy się razem nudzić. Ważnym elementem, który poukładałam w swoich notatkach to rozwój dziecka na przebiegu całego roku. W końcu na jego podstawie mogę dopasować czas spędzony z dzieckiem jak najbardziej efektywnie, by w prosty sposób zacząć oswajać je z nowym światem.

Zanim moja mała się urodziła słuchałam z nim dużo muzyki klasycznej i wciąż rozmawiałam. Dzięki temu po narodzinach zupełnie się mnie nie bała i zawsze gdy słyszała mój głos znacznie się uspokajał. Kołysanek na dobranoc nigdy jej nie śpiewam, za to Bach zawsze sprawia, że zasypia.

Pojawienie się dziecka w moim życiu sprawiło, że wiele rzeczy się zmieniło. Tak, maleństwo wywróciło moje życie do góry nogami, ale nie przysłoniło całego świata. Nadal robię to co sprawia mi przyjemność, a często mój skarb pomaga mi przy mojej pasji na swój zwariowany sposób. Bo właśnie w macierzyństwie chodzi o to by zapewnić dziecku jak najlepszy rozwój i obdarzyć je dużą dawką miłości, ale także by w tym wszystkim nie zapomnieć o sobie. Dziecko chętnie pozna nowe rzeczy, dlaczego więc przy odpowiedniej dozie rozsądku nie robić wielu rzeczy z nim?

Dodam jeszcze, że przy drugim dziecku wcale nie jest prościej 😛 Znów układałam sobie kolejny plan działania, bo wiadomo – każde dziecko jest inne 🙂 Moje córy są jak ogień i woda – do każdej trzeba podchodzić zupełnie inaczej 🙂